Leszek Balcerowicz - pierwszy rok: 1990

Dzieciństwo

Studia

Praca

Solidarność 1980-81

Po stanie wojennym

Okrągły Stół

"Plan Balcerowicza"

Pierwszy rok: 1990

Rząd Bieleckiego





 
Zakończenie prac legislacyjnych było jedynie wielkim początkiem rewolucji gospodarczej w naszym kraju. Pamiętajmy o kilkusetprocentowej inflacji, pustkach w sklepach i wielkich kolejkach po najdrobniejszą rzecz. W takich warunkach pakiet gospodarczy wszedł w życie.

Pierwsze tygodnie nowego roku były bardzo nerwowe. Niepokojąco niskie rezerwy zbóż, mięsa i żywności spowodowały prośbę do zachodnich partnerów o pilne dostawy żywności. Nie następowała poprawa w zaopatrzeniu. Duże skoki cen - choć przewidywane - nie miały planowanego poziomu: kiedy się zatrzymają? Handel uspołeczniony zachowywał się biernie i znacznie zmniejszył zamówienia.

Dopiero w lutym okazało się, że inflacja nie wyniosła 45 % jak planowano lecz ok. 78 %. Pojawił się jednak handel uliczny artykułami żywnościowymi i przemysłowymi. Ten krytykowany i ośmieszany, prymitywny handel był pierwszym zwiastunem działania programu. Zapewniał lepsze i tańsze zaopatrzenie, stanowił konkurencję dla państwowego handlu. Kolejki zaczęły znikać, pojawiły się towary. Zarzucano Balcerowiczowi, że nie interweniował w poszczególnych przypadkach. To nieprawda. Przykładem są ceny mąki i pieczywa, które rosły nieprzerwanie. Wtedy właśnie pojawiło się rozporządzenie nakazujące informowanie izb skarbowych o planowanych podwyżkach - w praktyce zatrzymało to wzrost cen.
Wreszcie pod koniec stycznia zatrzymał się wzrost cen jajek, kilka dni później w kilku punktach kraju obniżyły się. I to był pierwszy pewny sygnał: pakiet zadziałał.

Nie będziemy zatrzymywać się nad codzienną pracą rządu w okresie monitorowania pierwszych efektów Planu Balcerowicza. O szczegółach można przeczytać w literaturze podanej na stronie głównej.

8 lutego na biurko Leszka Balcerowicza trafił pierwszy raport GUS. Okazało się, że spadek produkcji przemysłowej był dużo większy od przewidywanego. Przyczyny leżały w postępowaniu przedsiębiorstw państwowych. Wywindowały ceny na bardzo wysoki poziom. Dlaczego? Część z nich przyjęła poziom wzrostu cen zapisany w budżecie jako podstawę i dodały dopiero do niej narzut. Inne zastosowały metodę kosztową, znaną z poprzedniego systemu: wszelkie koszty z nawiązką wrzucano w cenę, doliczano dużą marżę, zysk i wychodziła nowa cena. Powodem była monopolizacja rynku, zaś konkurencja zagraniczna jeszcze nie działała - mimo niższego od planowanego kurs dolara powodował wysokie ceny dóbr importowanych.

Dewaluacja złotego na początku roku była odpowiednikiem wzrostu taryfy celnej. W miarę jak krajowe ceny rosły, różnica malała. Jednak ta "marża" istniała dość długo. Nieprawdą jest więc twierdzenie, że od samego początku przedsiębiorstwa miały do czynienia z silną konkurencją i wskutek tego właśnie spadła produkcja. Przedsiębiorstwa na własną prośbę - windując ceny - otworzyły drogę towarom importowanym, których realna sklepowa cena (choć wysoka) okazała się już zbliżona do cen produktów krajowych.

Gdy przedsiębiorstwa zetknęły się wreszcie z barierą popytu przez windowanie cen, nadal nie reagowały. Okazało się, że mają kilka znacznych amortyzatorów. Po pierwsze rezerwy finansowe "na czarną godzinę". Po drugie zapasy wyrobów wyprodukowanych wcześniej, po niższych cenach - te sprzedawano teraz z łatwym dużym zyskiem. Korzystano też z tanich, "przedrewolucyjnych" materiałów. Po trzecie: sprzedawano dewizy. Ta trzecia sprawa wspiera twierdzenie, że nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło - zmniejszał się dewizowy dług wewnętrzny państwa. Po czwarte wreszcie sprzedawano elementy majątku przedsiębiorstw. Wskazywano także na bierność handlu, który nie walczył z producentem.

Już w pierwszym kwartale 1990 r. obniżono stawki celne, aby stworzyć silniejszą niż dotąd konkurencję, zmuszającą przedsiębiorstwa do rozpoczęcia reform strukturalnych. W lipcu zaś całkowicie zawieszono większość stawek celnych. Spowodowało to nie tylko wzrost ilości konkurencyjnych towarów na rynku: stawki przestały obejmować również środki produkcji. Doskonałą wiadomością był idealnie działający mechanizm wymienialności: nie trzeba było ani razu korzystać z miliardowego funduszu stabilizacyjnego. W ciągu dwóch-trzech miesięcy pojawiła się obfitość towarów i zniknęły kolejki. Po 40 latach przeszliśmy do pełnych półek, co zwłaszcza przybysze ze Wschodu uznawali za prawdziwy cud gospodarczy.

Szybko rosły rezerwy dewizowe, doskonały był stan budżetu państwa, zamiast napięć - nadwyżki dochodów. Przy wszystkich odchyleniach terapia szokowa działała.

W kwietniu 1990 roku odbywał się zjazd "Solidarności". Efektem przemówienia Balcerowicza były doskonałe relacje mediów, dla których olbrzymia większość działaczy wypowiadała się pozytywnie o realizacji przemian.

"Te kilka pierwszych miesięcy 1990 roku wspominam z pewną nostalgią. To był taki - można powiedzieć - romantyczny okres reformy. Podjęliśmy ryzyko (...) i w ogromnym napięciu śledziliśmy nadchodzące informacje. A jednak zaczyna działać! Pieniądz jest wymienialny, znikają kolejki, sklepy są coraz lepiej zaopatrzone - choć koszty okazały się dużo większe niż przewidywałem.
Potem już chyba każde półrocze było mniej przyjemne."

Po pierwszym kwartale 1990 roku rząd postanowił wykorzystać nadwyżkę budżetową do rekompensaty za planowane podwyżki cen ciepłej wody i c.o i redukcje dotacji do górnictwa. Podniesiono w lipcu wskaźnik "popiwkowej" waloryzacji do jedności. Oznaczało to, że przedsiębiorstwa mogły trzykrotnie więcej niż poprzednio podnieść płace (zamiast o 30.000 złotych - 100.000). Złagodzono skalę opodatkowania a NBP obniżył stopę procentową do 34 % rocznie. Było to typowe zwiększenie popytu w gospodarce - rzecz, o którą mnóstwo ludzi walczyło a dziś słyszymy, że nie wypróbowano tego sposobu...

Efekt był tragiczny. W drugim półroczu płace wzrastały znacznie ponad inflację, po chwilowym wzroście produkcji spadła ponownie, pozostawiając jednak rosnącą inflację.
Dodatkowy pech sprawił, że konflikt w Zatoce Perskiej podwoił ceny ropy na rynkach światowych. Jednocześnie coraz większa część importu tego surowca z ZSRR była rozliczana w dolarach. Trzeba było podnieść ceny paliw, co jeszcze podbiło inflację o 4-5 punktów procentowych. Na dokładkę zaczęła się prezydencka kampania wyborcza.

W październiku NBP podwyższył stopy procentowe, rezerwy obowiązkowe banków i zamroził niepreferencyjne kredyty dla przedsiębiorstw. Jednocześnie rząd opublikował raport ostrzegawczy skierowany do przedsiębiorstw a ostrzegający przed niebezpieczeństwem trudności finansowych w przypadku podnoszenia płac. Na początku listopada Plan Balcerowicza stał się głównym tematem kampanii wyborczej w której ścierały się dwie wielkie osobowości (Wałęsa i Mazowiecki) oraz magik z importu.

Balcerowicz starał się bronić pakietu reform przed zbytnim wpływem polityki. Nic to jednak nie dało. Kandydaci na prezydenta dobijali się drzwiami i oknami, w prasie pojawiały się (nieprawdziwe) spekulacje o tajnych kontaktach wicepremiera z Wałęsą itd. itp.

Balcerowicz zdecydował się na wywiad w "Polityce". Określił w nim warunki brzegowe które muszą być spełnione, aby kierowanie przez niego ekipą gospodarczą miało sens. Stwierdził tam też, że nie interesuje go żadne stanowisko a jedynie los programu gospodarczego. Przy ostrej gimnastyce współpracowników Balcerowiczowi udało się utrzymać neutralność do końca kampanii.

"Przegrana Mazowieckiego z Tymińskim była dla mnie szokiem."

26 listopada 1990 roku odbyło się pierwsze powyborcze posiedzenie rządu, na którym Tadeusz Mazowiecki ogłosił, że podaje się do dymisji. Balcerowicz oponował twierdząc, że ten rząd musi jeszcze opracować projekt budżetu na następny rok. W sobotę Leszek Balcerowicz wystąpił w telewizji. Stwierdził, że mimo zaskakującego obrotu spraw, prace rządu postępują normalnie. Zapewnił że powstanie najlepszy budżet z możliwych do opracowania. Przypomniał, że dokonano wielu ważnych zmian w gospodarce a nasza sytuacja jest lepsza niż krajów ościennych. Podkreślił, że Polska nie może stracić tego dorobku - co było wyraźnym opowiedzeniem się przed drugą turą wyborów.

9 grudnia 1990 roku w drugiej turze wyborów zwyciężył Lech Wałęsa. Dwa dni później w gabinecie Balcerowicza pojawił się Jan Olszewski z misją tworzenia nowego gabinetu. Nie udało mu się jednak stworzyć rządu. 18 grudnia zrezygnował a prezydent-elekt poprosił Balcerowicza o wskazanie osoby, którą poleca na stanowisko premiera. Balcerowicz nie zasugerował jednak nikogo.

26 grudnia misję tworzenia rządu piastował już Jan Krzysztof Bielecki, który zaproponował Balcerowiczowi utrzymanie stanowisk, kontynuację pakietu reform oraz wpływ na tworzenie nowej ekipy gospodarczej.

Następna strona > > >

 


Wirtualia.pl